
„Rodzina Pętelków czeka na święta” – Barbara Supeł, Agata Łuksza – recenzja
Gdy za oknem robi się szaro, a pierwsze przymrozki zaczynają malować wzory na szybach, w wielu domach budzi się to specyficzne, radosne napięcie, które trudno pomylić z czymkolwiek innym. To czas, w którym dziecięca cierpliwość wystawiana jest na najcięższą próbę, a dorośli zaczynają gubić się w gąszczu list zakupów i niespełnionych obietnic o wcześniejszym sprzątaniu. Właśnie w tym magicznym, choć czasem chaotycznym momencie, na scenę wkracza Barbara Supeł wraz z ilustratorką Agatą Łukszą, niosąc nam literackie antidotum na przedświąteczną gorączkę. Książka pod tytułem „Rodzina Pętelków czeka na święta” to nie tylko kolejna pozycja na półce z literaturą dziecięcą, ale przede wszystkim bilet do świata, w którym przygotowania do Bożego Narodzenia stają się fascynującą przygodą, a nie jedynie serią obowiązków. Autorka z niezwykłą lekkością wprowadza nas w progi domu Jadzi i Stasia, czyniąc z nas niemalże domownika, który wspólnie z bohaterami odlicza dni do pierwszej gwiazdki.

„Rodzina Pętelków czeka na święta” opiera się na formule kalendarza adwentowego, co nadaje lekturze unikalny rytm. Znajdziemy tu dwadzieścia cztery opowiadania, z których każde odpowiada jednemu dniowi grudnia, prowadząc nas za rękę od pierwszych przygotowań aż do wigilijnej wieczerzy. To rozwiązanie pozwala rodzicom wprowadzić piękny rytuał wspólnego czytania, który skutecznie koi dziecięcą niecierpliwość. Barbara Supeł rozumie psychikę małego człowieka, co przejawia się w pytaniach, jakie stawiają Staś i Jadzia. Czy bombkę można zrobić absolutnie ze wszystkiego? Jak w ekspresowym tempie wyczarować ludzika z mandarynki? Te z pozoru błahe kwestie dla dziecka urastają do rangi fundamentalnych problemów, a sposób, w jaki dorośli bohaterowie książki na nie reagują, jest godny naśladowania. Rodzice Pętelków wykazują się tu ogromną empatią i kreatywnością, pokazując, że w świętach wcale nie chodzi o nieskazitelnie umyte okna, lecz o czas spędzony na wspólnej zabawie i budowaniu rodzinnych więzi.

Warstwa narracyjna książki harmonijnie przeplata się z częścią aktywną, co stanowi jedną z zalet tej pozycji. Autorka nie ogranicza się tylko do snucia opowieści, ale zaprasza małych odbiorców do realnego działania. Wspólne pieczenie pierniczków z Jadzią, tworzenie girland ze Stasiem czy słuchanie historii o małym elfie razem z najmłodszym Szczepciem sprawia, że granica między fikcją literacką a rzeczywistością zaczyna się zacierać. Książka staje się żywym organizmem i inspiracją do tego, by odłożyć na bok telefony oraz laptopy i zająć się rzemiosłem, które daje dzieciom mnóstwo satysfakcji. Agata Łuksza swoimi ilustracjami dopełnia tę wizję, tworząc obrazy ciepłe, przytulne i pełne szczegółów, które chce się studiować długimi minutami. Kolorystyka i kreska idealnie oddają domową atmosferę, w której nawet bałagan powstający przy robieniu ozdób choinkowych wydaje się radosny i potrzebny.

Książka pokazuje, że czekanie bywa trudne, a śnieg nie zawsze spada wtedy,
