
„Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja otulistópek” – Justyna Bednarek, Daniel de Latour – recenzja
Czy zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się ze skarpetkami, które bez śladu znikają w czeluściach pralki? Oczywiście, sceptycy i racjonaliści będą próbowali Wam wmówić, że to kwestia uszkodzonej uszczelki, nieszczelnego bębna albo zwykłego roztargnienia. Nie wierzcie im. Prawda jest o wiele bardziej fascynująca i… międzygalaktyczna. Gdyby Albert Einstein wiedział to, co dzisiaj wiemy dzięki Justynie Bednarek, jego teoria względności prawdopodobnie zawierałaby specjalny aneks dotyczący bawełnianych uciekinierek. Okazuje się bowiem, że ziemskie szuflady to dla niektórych otulistópek zdecydowanie za ciasne lokum. Kiedy ziemski glob staje się nudny, a misje ratunkowe w granicach naszego układu planetarnego wydają się zbyt banalne, pora na krok ostateczny. Pora odpalić silniki, założyć skafandry i wyruszyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden detergent. Przed Wami dziewiąty już tom kultowej serii – „Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja otulistópek”.
Justyna Bednarek zdążyła nas już przyzwyczaić do tego, że jej wyobraźnia nie uznaje żadnych barier architektonicznych ani fizycznych. Jednak tym razem autorka przeszła samą siebie, przenosząc akcję prosto w kosmiczną próżnię. Punkt wyjścia jest dramatyczny, ponieważ Królewski Doradca, będący rzecz jasna skarpetką, wpada w tarapaty i ląduje na złowrogiej planecie Nicość. Zniknięcie i absolutna pustka dla zwykłego śmiertelnika brzmią jak wyrok, jednak na szczęście we wszechświecie obowiązuje tajemnicza szósta zasada nieistnienia. Głosi ona prostą prawdę, że jeśli masz na tym świecie lub poza nim kogoś, kto w Ciebie wierzy i o Tobie pamięta, nicość musi skapitulować.

⇒ Przeczytaj moje pozostałe recenzje książek Justyna Bednarek ⇐
I w tym momencie na scenę wkracza ekipa ratunkowa, przy której załoga „Sokoła Millennium” wygląda jak nudne towarzystwo z osiedlowego zebrania. Skład kosmicznej misji to absolutny majstersztyk humoru i absurdu, a na pokładzie międzygalaktycznego pojazdu, którym staje się nic innego jak rakieta-sandał, melduje się niesamowicie ekscentryczna ferajna. Mamy tutaj kalesony taty oraz dwie marynarskie skarpetki odpowiedzialne za nawigację i trzymanie kursu. Towarzyszą im mysia mama wraz z córką, czyli element uroczy, ale niezwykle odważny, a także wierny Pinkerton oraz żółty beret, czyli nakrycie głowy z misją dziejową. Całością dowodzi charyzmatyczny Kapitan Skarpetkoludek, a Justyna Bednarek udowadnia, że największą siłą napędową rakiet wcale nie jest paliwo atomowe, lecz czysta, bezinteresowna przyjaźń.
To, co decyduje o międzynarodowym sukcesie serii, to balans między lekkim, nieco surrealistycznym humorem a mądrym przesłaniem. „Skarpetki kontra nicość” czyta się z nieustającym uśmiechem na twarzy, ponieważ autorka bawi się słowem, żongluje motywami z literatury science-fiction i serwuje dialogi, które rozbawią zarówno siedmiolatka, jak i czytającego mu do poduszki rodzica. Dla dorosłego czytelnika ta książka to wspaniała odskocznia od szarej rzeczywistości oraz lekcja tego, jak zachować wewnętrzne dziecko i dystans do świata, natomiast dla dzieci z kolei to pochwała lojalności, odwagi i nieszablonowego myślenia.

⇒ Zobacz inne recenzje książek z serii „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” ⇐
Niezbędnym elementem tego sukcesu jest oczywiście Daniel de Latour, którego ilustracje to nie są zwykłe obrazki dodane do tekstu, ale równoległa opowieść. Kreska de Latoura jest dynamiczna, pełna dowcipu i niesamowitej ekspresji. Kosmiczne krajobrazy, mimika kalesonów (tak, kalesony mogą mieć mimikę!) czy pozostałe detale sprawiają, że książkę chce się po prostu kartkować bez końca. Duet Bednarek-de Latour działa jak dobrze naoliwiona maszyna, w której tekst i obraz idealnie się uzupełniają.
Mogłoby się wydawać, że przy dziewiątym tomie formuła opowieści o uciekających elementach garderoby może się już nieco wyczerpać. Nic bardziej mylnego. „Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja otulistópek” to dowód na to, że ta seria wciąż ma w sobie ogromne pokłady świeżości i potrafi zaskoczyć największych fanów. Przeniesienie akcji w kosmos okazało się strzałem w dziesiątkę, a książka bawi do łez, trzyma w napięciu i w nienachalny sposób przypomina o tym, co w życiu najważniejsze – o sile przyjaźni, która potrafi pokonać nawet największą nicość. Jeśli szukacie lektury, która rozbudzi wyobraźnię Waszego dziecka, a Wam zapewni wieczór pełen głośnego śmiechu, rakieta-sandał czeka na start. Kosmiczna misja zakończyła się pełnym sukcesem i jest to absolutny hit, który po prostu musi znaleźć się na Waszej półce!
