
„Jaja nie z tej ziemi” – Justyna Bednarek, Bartek Brosz – recenzja
Trzymajcie się foteli, bo właśnie wkraczamy w literacki wir, gdzie prawa fizyki są sugestią, a logikę porwano w butelce. Oto „Jaja nie z tej ziemi” Justyny Bednarek, książka, która jest tak szalona, że ma w tytule… no, właśnie. Przygotujcie się na to, że Wasze poczucie rzeczywistości zostanie poturbowane niczym Gerard Filip Wieczorek – główny poszkodowany w tej kosmicznej farsie – po przymusowym locie w kosmos. Gdyby istniało stowarzyszenie obrońców logiki, natychmiast uznałoby tę książkę za wysoce nielogiczną, ale na szczęście, a może i nieszczęście (zależy od stopnia waszego przywiązania do zdrowego rozsądku), Justyna Bednarek na takie stowarzyszenia ma wysoce abstrakcyjny, by nie rzec kosmiczny, pogląd.
Przygotujcie się na to, że fabuła startuje z prędkością światła i jest równie nieprzewidywalna co stan polskich dróg po zimie. Poznajemy rodzinę Wieczorków, która jest tak normalna, jak na rodzinę mieszkającą w autobusie, z matką-wynalazczynią, czwórką niesamowicie zdolnych dzieci i mówiącym po francusku niesporczakiem przystało. Tak, dobrze czytacie. Mówiący po francusku niesporczak. To jest ten moment, kiedy albo się uśmiechacie z zadowoleniem, albo czujecie, że coś tu jest nie halo. Jeśli wybraliście tę drugą opcję, to radzę odłożyć lekturę i zająć się segregacją skarpetek. My, miłośnicy literackiego szaleństwa, idziemy dalej.
Katastrofa, a właściwie totalny odjazd w przestrzeń kosmiczną, następuje w chwili, gdy głowa rodziny, Gerard Filip (entuzjasta owadów, co samo w sobie powinno wzbudzić podejrzenia), zostaje dosłownie – a tu znowu trzeba użyć tego słowa – nabity w butelkę. I to bynajmniej nie jest metafora po ciężkim dniu w pracy. On, wraz z korkiem, leci w kosmos. W tym miejscu, szanowni czytelnicy, powinniśmy zadać sobie fundamentalne pytanie: czy można polecieć w kosmos w butelce, mając na sobie (w sobie?) korek? Oczywiście, że można. I to jest cała filozofia Bednarek. Zasady fizyki? Wyrzucone przez okno rakiety (która, jak wiecie, ukryta jest w autobusie Wieczorków). Realizm? Udaje się na Planetę Papciuga, gdzie czeka nasz butelkowy tata.
Rodzina, na czele z genialną Eugenią (żoną i główną siłą napędową wszelkich wynalazków, bez których pan Gerard Filip pewnie by utknął na orbicie Ziemi, czekając, aż ktoś otworzy mu szampana), rusza na ratunek. I tu zaczyna się prawdziwy kosmiczny cyrk na kółkach (albo raczej na skrzydłach, bo to jednak rakieta, kółka by się nie sprawdziły w kosmosie). Na drodze do ojcowskiego ocalenia stają, a właściwie fruwają, kosmiczne jaja i karaluchy (a gdzie indziej, jak nie w kosmosie, można spotkać takie jaja?).
Książka jest gęsta od absurdu i błyskotliwego humoru, że podczas czytania ma się wrażenie, iż konsumuje się wybuchową mieszankę żartów, przygód i naukowych ciekawostek (bo, uwaga, w tym szaleństwie jest metoda i odrobina wiedzy). Dialogi są szybkie, dynamiczne i często tak zabawne, że wywołują niekontrolowane parsknięcia śmiechem, które mogą wzbudzić zdziwienie u współpasażerów komunikacji miejskiej lub domowników. Justyna Bednarek z lekkością porusza się po galaktyce totalnej fantazji, a jej pióro jest lekkie jak nieważkość. Czyta się to jednym tchem, czekając, co jeszcze niesamowitego wymyśli ta kosmiczna familia.
Wartości rodzinne? Oczywiście, że są. W końcu cała ta międzygalaktyczna eskapada jest po to, by uratować tatę, który jest, delikatnie mówiąc, dość niezwyczajny. To opowieść o tym, że rodzina jest w stanie zrobić wszystko dla swojego członka, nawet jeśli ten członek lata w kosmosie w butelce i jest entuzjastą owadów. To piękne i głębokie przesłanie, ukryte za parawanem szaleństwa, butelki po winie i mówiącego po francusku niesporczaka. A jeśli ktoś uważa, że to za mało, niech spojrzy na ilustracje Bartka Brosza, które są równie zwariowane i doskonale dopełniają tę komiczną wizję. Każdy obrazek jest jak mały, wizualny żart, który sprawia, że chaos staje się pięknie zorganizowany.
„Jaja nie z tej ziemi” to lektura, która bawi, uczy (czegoś tam o niesporczakach i kosmosie, ale niekoniecznie o fizyce), a przede wszystkim udowadnia, że Justyna Bednarek jest mistrzynią w mieszaniu gatunków, absurdów i rodzinnej miłości. Jeśli szukacie książki, która rozśmieszy wasze dzieci (i was samych) do łez, a jednocześnie sprawi, że zaczniecie podejrzliwie patrzeć na każdy korek od butelki, to właśnie ją znaleźliście. Przygotujcie się na lot, bo to jest jazda bez trzymanki.

O książce:
Tytuł: Jaja nie z tej ziemi
Autor: Justyna Bednarek, Bartek Brosz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data premiery: 2025-09-24
Liczba stron: 304
Gatunek: Literatura dziecięca
Cykl: Tata w tarapatach (tom 2)
Wiek: 6 – 9 lat
Oficjalna recenzja portalu:
Sprawdź, gdzie kupić:
Ocena:
- Książeczka zainteresowała nas:
- Ilustracje zaciekawiły nas:
- Wydanie urzekło nas:
- Treść uwiodła nas:
Podsumowanie:
„Jaja nie z tej ziemi” to lektura, która bawi, uczy (czegoś tam o niesporczakach i kosmosie, ale niekoniecznie o fizyce), a przede wszystkim udowadnia, że Justyna Bednarek jest mistrzynią w mieszaniu gatunków, absurdów i rodzinnej miłości. Jeśli szukacie książki, która rozśmieszy wasze dzieci (i was samych) do łez, a jednocześnie sprawi, że zaczniecie podejrzliwie patrzeć na każdy korek od butelki, to właśnie ją znaleźliście. Przygotujcie się na lot, bo to jest jazda bez trzymanki.




