
„Klejnoty Szwagra” – Marek Stelar – recenzja
Istnieją w literaturze postacie, które stanowią synonim katastrofy – żywe generatory kłopotów, których samo pojawienie się na scenie gwarantuje czytelnikowi wybuch śmiechu i lawinę absurdalnych zdarzeń. W polskiej komedii kryminalnej taką ikoną, królem niezamierzonego chaosu, jest bez wątpienia Szwagier z cyklu „Góra Kłopotów” Marka Stelara. Czwarta część tej szalonej sagi, zatytułowana „Klejnoty Szwagra”, jest nie tylko potwierdzeniem tej reguły, ale także wielopoziomowym pomnożeniem nieszczęść. Marek Stelar zaprasza nas do świata, w którym nawet najbardziej drobiazgowo przemyślane plany rozsypują się niczym domek z kart na wietrze, a wszystko to za sprawą jednego człowieka – oraz, co gorsza, jego godnych następców. Tym razem scenerią dla tego świątecznego Armagedonu staje się zimowa, zasypana śniegiem Europa i luksusowy, ale szybko pogrążający się w anarchii, pociąg. To opowieść, która z niesamowitą energią łączy urok farsy, elementy kina akcji i ciepło, choć mocno dysfunkcyjnej, rodziny, udowadniając, że czasem najlepsze intencje prowadzą do najgorszych, a zarazem najzabawniejszych, katastrof.
Centralnym motywem, który potęguje współczynnik kłopotów, jest pojawienie się na świecie bliźniaków – księżniczki Mai i księcia Gucia. Te słodkie maleństwa, dziedzice chaosu połączonych rodów Pałaszów i Wilkońskich, obiecują, że przyszłość będzie jeszcze bardziej nieprzewidywalna niż teraźniejszość, co już samo w sobie jest wyzwaniem. Akcja „Klejnotów Szwagra” rozgrywa się w magicznej, ale i podatnej na katastrofy, scenerii zbliżającego się Bożego Narodzenia. Podczas gdy teść Szwagra wyrusza w biznesową misję do Japonii w towarzystwie córki i żony Miśka Bożeny, pozostawiając za sobą męskie grono w roli „słomianych wdowców”, którzy wydawałoby się, że mają prosty plan zjednoczenia. Grupa, w skład której wchodzą Misiek, młody Wilkoński, Szwagier oraz bliźniaki a także tajemnicza, wynajęta przez teścia niania, wyrusza w podróż pociągiem „Polar Expressz” z Berlina do Budapesztu, gdzie wszyscy mają spotkać się w Wigilię. Ten precyzyjny, międzynarodowy plan, niczym delikatny mechanizm zegarowy, jest skazany na zniszczenie, a my od pierwszej strony czuje satysfakcję, wiedząc, że czeka nas pełna humoru uczyta czytelnicza.
Marek Stelar doskonale operuje mechanizmem ciągu przyczynowo – skutkowego absurdu. Punktem zapalnym staje się napad na berlińską wystawę jubilerską, zdarzenie z pozoru całkowicie niezwiązane z podróżą pociągiem. Czy owy napad będzie miał wpływ na podróż? – dla stałych czytelników, odpowiedź: oczywiście, że tak! Autor mistrzowsko splata ten wątek kryminalny z komedią pomyłek w pociągu. Skradzione klejnoty muszą znaleźć swoją drogę do „Polar Expressz”, a tym samym w sferę oddziaływania grawitacji kłopotów Szwagra. Pociąg, który miał być synonimem luksusu i spokoju, szybko zamienia się w poruszającą się skrzynkę pandory, pełną przestępców, tajniaków, nadgorliwej niani i, przede wszystkim, Miśka, który swoimi genialnie nieudanymi interwencjami pogarsza każdą sytuację. Marek Stelar nie boi się szarżować na granicy realizmu, tworząc sceny, które mogłyby trafić do najlepszych komedii filmowych, np. pościgi w wagonach sypialnych czy próby ukrycia skradzionego złota w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach.
Siłą „Klejnotów Szwagra” jest dynamika postaci. Relacja między bohaterami jest motorem napędowym wielu komediowych sytuacji. Autor z dużą lekkością i dowcipem żongluje motywami kryminalnymi (kradzież, pościg) i elementami komedii rodzinnej, w której rola ojca bliźniąt dodaje Szwagrowi dodatkową warstwę odpowiedzialności. Książka, choć pełna farsy, jest również ciepłą opowieścią o rodzinie, która, choć chaotyczna i dysfunkcyjna, trzyma się razem. Święta Bożego Narodzenia, będące tłem, podkreślają ten aspekt – mimo uciekających klejnotów, napadów i podejrzanych niań, ostatecznym celem jest spotkanie przy wigilijnym stole. Marek Stelar udowadnia, że ten cykl ma ogromną literacką wytrzymałość, a świąteczny klimat spowitej śniegiem Europy tylko wzmaga poczucie przygody. „Klejnoty Szwagra” to inteligentna, choć lekka, lektura, która doskonale wykorzystuje potencjał klimatu pociągu – zamkniętej przestrzeni, z której nie ma ucieczki, co potęguje komiczne i kryminalne napięcie. Humor Marka Stelara jest trafny, szybki i często ironiczny, czerpiący zarówno z dialogów, jak i z beznadziejnych sytuacji, w które wplątują się bohaterowie. Powieść jest solidnym i wartym uwagi czwartym tomem, który nie tylko utrzymuje poziom poprzedników, ale i zwiększa skalę absurdu.
„Klejnoty Szwagra” to doskonała propozycja dla każdego spragnionego inteligentnej, szybkiej i niezwykle zabawnej komedii kryminalnej. Marek Stelar kolejny raz udowadnia, że potrafi pisać o chaosie z precyzją chirurga, tworząc opowieść, od której ciężko się oderwać. Powieść ta jest pełna mistrzowsko zrealizowanych pomyłek, niekontrolowanych zbiegów okoliczności i postaci, które mimo swoich wad, dają się lubić. To świetnie napisana i dynamiczna lektura, która doskonale sprawdzi się jako świąteczny prezent lub antidotum na świąteczną nudę. I mimo zapewnień autora, ja dalej liczę, że wcale nie będzie to ostatnia część związana z rodziną Wilkońskich.

O książce:
Tytuł: Klejnoty szwagra
Autor: Marek Stelar
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 336
Data premiery: 2025-10-29
Cykl: Góra kłopotów (tom 4)
Gatunek: Kryminał, sensacja, thriller
Sprawdź, gdzie kupić:
Ocena:
- Książka zainteresowała mnie:
- Akcja wciągnęła mnie:
- Narracja uwiodła mnie:
- Temat zaciekawił mnie:
- Postacie zawładnęły mną:
Podsumowanie:
„Klejnoty Szwagra” to doskonała propozycja dla każdego spragnionego inteligentnej, szybkiej i niezwykle zabawnej komedii kryminalnej. Marek Stelar kolejny raz udowadnia, że potrafi pisać o chaosie z precyzją chirurga, tworząc opowieść, od której ciężko się oderwać. Powieść ta jest pełna mistrzowsko zrealizowanych pomyłek, niekontrolowanych zbiegów okoliczności i postaci, które mimo swoich wad, dają się lubić. To świetnie napisana i dynamiczna lektura, która doskonale sprawdzi się jako świąteczny prezent lub antidotum na świąteczną nudę. I mimo zapewnień autora, ja dalej liczę, że wcale nie będzie to ostatnia część związana z rodziną Wilkońskich.



