
„Zanim odlecą anioły” – Natasza Socha – recenzja
Czy zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdyby los, zamiast kolejnej kłody pod nogi, rzucił nam pod drzwi armię starszych pań uzbrojonych w wałki do ciasta i bagaż doświadczeń, który mógłby zawstydzić niejednego scenarzystę filmów kryminalnych? Często wyobrażamy sobie anioły jako eteryczne istoty ze skrzydłami, tymczasem Natasza Socha w swojej najnowszej powieści „Zanim odlecą anioły” sugeruje, że nasi opiekunowie mogą nosić sfatygowane fartuchy, pachnieć cynamonem i mieć bardzo konkretne zdanie na temat doprawiania barszczu. To nie jest zwykła bożonarodzeniowa opowiastka o pieczeniu pierników, lecz głęboka, wielowarstwowa historia o tym, że pod lukrowaną powłoką świątecznych tradycji często kryją się pęknięcia, których nie da się tak łatwo zalepić mąką i cukrem. Autorka zaprasza nas do świata, gdzie zapach świeżego ciasta miesza się z wonią dawnych przewin, a nadzieja rodzi się w najmniej oczywistych momentach, gdy wydaje się, że wszystko już stracone.
Najgorzej kiedy człowiek się uczy żyć od nowa, ale nie od zera, tylko od minusa.
Główny bohater, Janek, to postać, w której wielu z nas może odnaleźć cząstkę siebie. Jest człowiekiem stojącym na krawędzi życiowej i zawodowej przepaści, właścicielem restauracji, która zamiast tętnić życiem, straszy pustkami i echem niezrealizowanych marzeń. To właśnie w tym momencie stagnacji w jego życiu pojawia się Helena, starsza kobieta o niebywałej charyzmie, która staje się katalizatorem zmian. Pomysł zatrudnienia grupy energicznych seniorek wydaje się początkowo szalony i niemal groteskowy, jednak szybko okazuje się, że to właśnie one posiadają klucz do serc klientów. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o talent kulinarny czy magię „smaków dzieciństwa”. Natasza Socha portretuje te kobiety, pokazując, że każda z nich wnosi do kuchni coś więcej niż tylko autorskie przepisy. Wnoszą tam swoją mądrość, spokój, ale także mroczne cienie, które rzucają się na ich radosną pozornie egzystencję.
Gotowanie to próba zatrzymania ulotnego szczęścia , zanim czmychnie przez okno.
Dynamika powieści gwałtownie zmienia się, gdy na horyzoncie pojawia się młoda reporterka. Jej obecność wprowadza element napięcia, które burzy sielankowy obraz restauracyjnego sukcesu. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że te urocze „anioły” w fartuchach to postacie z krwi i kości, które w przeszłości musiały podejmować drastyczne decyzje, a ich obecna dobroć może być formą pokuty lub próbą ucieczki przed łatką nadawaną przez przeszłość. Autorka stawia przed Jankiem, a tym samym przed nami, niezwykle trudne pytanie etyczne: czy prawda zawsze wyzwala, czy może czasem jest niszczycielską siłą, która obraca w niwecz mozolnie budowane dobro? Janek staje się strażnikiem cudzych sekretów, a ta rola zmusza go do konfrontacji z własnym życiem, lękami i wartościami.
Ludzie uwielbiają oceniać, nawet nie znając drugiego człowieka, nie rozumiejąc, co nim kierowało, nie widząc kontekstu ani bólu, który doprowadził go do pewnych rzeczy
Warstwa emocjonalna książki jest utkana z wielką precyzją. Natasza Socha nie boi się trudnych tematów, takich jak starość, samotność czy błędy młodości, których nie da się naprawić prostym „przepraszam”. Jednocześnie udaje jej się zachować lekkość narracji, charakterystyczną dla opowieści wigilijnych. Opisy potraw serwowanych w lokalu Janka są tak plastyczne, że niemal czujemy ich smak na podniebieniu, co stanowi doskonały kontrast dla gorzkich historii ukrytych w sercach bohaterek. To balansowanie między ciepłem a chłodem, między światłem a cieniem, sprawia, że lektura staje się angażująca i nie pozwala o sobie zapomnieć tuż po zamknięciu książki. Autorka udowadnia, że anioły stróże nie muszą być nieskazitelne, aby mogły uratować komuś życie, czasem ich największą siłą jest właśnie to, że same kiedyś upadły.
Myślę, że każdy nosi w sobie jakąś nostalgiczną nutę. Coś co mu się dobrze kojarzy i najczęściej jest to jedzenie. Nie chodzi o smak, tylko o poczucie, że coś jest znajome, bezpieczne, domowe, ale nie w sensie wystroju. To coś co przenosi nas w dobre czasy, takie kiedy wszystko było łatwiejsze, lepsze prostsze.
„Zanim odlecą anioły” to piękna i mądra refleksja nad istotą przebaczenia, zarówno względem innych, jak i samego siebie. Natasza Socha stworzyła opowieść, która rozgrzewa jak kakao, ale jednocześnie skłania do zastanowienia się nad tym, kogo spotykamy na swojej drodze i jakie niewidzialne bitwy toczą ludzie, których mijamy codziennie na ulicy. To książka o drugich szansach, o tym, że na nowy początek nigdy nie jest za późno, oraz o niezwykłej mocy kobiecej solidarności. Jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto w przedświątecznym zgiełku szuka chwili wytchnienia, ale zamiast taniego sentymentalizmu oczekuje autentyczności i emocji, które zostają pod skórą na znacznie dłużej niż tylko do pierwszej gwiazdki.

O książce:
Tytuł: Zanim odlecą anioły
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 2025-10-15
Liczba stron: 320
Gatunek: Literatura obyczajowa
Sprawdź, gdzie kupić:
Ocena:
- Książka zainteresowała mnie:
- Akcja wciągnęła mnie:
- Narracja uwiodła mnie:
- Temat zaciekawił mnie:
- Postacie zawładnęły mną:
Podsumowanie:
„Zanim odlecą anioły” to piękna i mądra refleksja nad istotą przebaczenia, zarówno względem innych, jak i samego siebie. Natasza Socha stworzyła opowieść, która rozgrzewa jak kakao, ale jednocześnie skłania do zastanowienia się nad tym, kogo spotykamy na swojej drodze i jakie niewidzialne bitwy toczą ludzie, których mijamy codziennie na ulicy. To książka o drugich szansach, o tym, że na nowy początek nigdy nie jest za późno, oraz o niezwykłej mocy kobiecej solidarności. Jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto w przedświątecznym zgiełku szuka chwili wytchnienia, ale zamiast taniego sentymentalizmu oczekuje autentyczności i emocji, które zostają pod skórą na znacznie dłużej niż tylko do pierwszej gwiazdki.



