"Mnich, który kochał koty" - Corrado Debiasi - Kot, kawa i książki
Książki,  Literatura piękna,  Poradniki

Kiedy mruczenie staje się mantrą – recenzja książki „Mnich, który kochał koty” Corrado Debiasi

Wielu z nas spędza życie na nieustannym biegu, próbując dogonić mgliste wyobrażenie sukcesu, które ostatecznie okazuje się tylko wydmuszką. Dopiero w momencie, gdy grunt osuwa nam się spod nóg, a dotychczasowe fundamenty bezpieczeństwa – praca, związek, rutyna – znikają bezpowrotnie, pojawia się przestrzeń na to, co naprawdę istotne. W taką właśnie szczelinę losu wpada bohater powieści Corrado Debiasiego, który po utracie wszystkiego, co definiowało jego zachodnią tożsamość, decyduje się na radykalny krok. „Mnich, który kochał koty”, bo o tej lekturze mowa, nie jest kolejnym typowym reportażem z podróży po egzotycznych krainach, lecz intymnym zapisem powolnego kruszenia pancerza, jaki każdy z nas buduje wokół własnego serca. To literatura, która pod maską prostej opowieści przemyca głęboką wiedzę o ludzkiej psychice i duchowości, podaną w sposób tak lekki, jak mruczenie tytułowych czworonogów.

„Twój spokój ducha jest ważniejszy niż cudze oceny, niezależnie od tego, jakie będą.”

Autor zabiera nas do indyjskiego Waranasi, miasta, które samo w sobie stanowi potężną metaforę życia i śmierci. Właśnie tam, pośród hałasu, wszechobecnego pyłu i pozornego chaosu, główny bohater próbuje odnaleźć ciszę, której nie potrafił wypracować w swoim uporządkowanym, europejskim życiu. Corrado Debiasi kreśli obraz Indii, unikając przy tym taniej egzotyki czy przesadnej ucieczki w ezoterykę. Zamiast tego skupia się na spotkaniach z ludźmi, którzy stają się drogowskazami na jego nowej ścieżce. Każda postać, którą mężczyzna napotyka w labiryncie uliczek, wnosi do jego świadomości nowy pierwiastek prawdy. Mistrz sztuk walki uczy go dyscypliny, która nie jest opresją, lecz wyzwoleniem. Malarz pokazuje mu, że rzeczywistość jest tylko kwestią perspektywy i nałożonych na oczy filtrów, a staruszka karmiąca biednych udowadnia, że najwięcej otrzymujemy wtedy, gdy bezinteresownie dajemy coś od siebie.

„Ten kto umie się uśmiechać, otwiera drzwi duszy.”

Centralną postacią i duchowym jądrem tej opowieści jest jednak Tatandźi – sędziwy mnich, którego domem jest aśram wypełniony kotami. Postać ta została nakreślona z niezwykłą czułością i humorem. Tatandźi nie jest surowym ascetą grzmiącym z wysokości swojego oświecenia, lecz ciepłym przewodnikiem, który wykorzystuje obecność kotów, by nauczyć bohatera uważności i akceptacji. Koty w tej powieści nie są jedynie tłem czy uroczym dodatkiem, stają się one żywymi symbolami życia w teraźniejszości, autentyczności i niezależności, której tak bardzo brakuje współczesnemu człowiekowi. Dialogi między bohaterem a mnichem stanowią mocny punkt książki, ponieważ w prostych, niemal aforystycznych zdaniach dotykają problemów, z którymi borykamy się na co dzień: lęku przed przyszłością, żalu po przeszłości i nieumiejętności cieszenia się chwilą obecną.

„Wielu słucha, ale nie słyszy.”

Corrado Debiasi pisze o rzeczach trudnych i filozoficznych w sposób niemal przezroczysty, co sprawia, że lektura staje się formą medytacji. Towarzysząc bohaterowi w jego codziennej praktyce jogi i rozmowach, mimowolnie zaczynamy zadawać sobie te same pytania. Autor subtelnie sugeruje, że nasza perspektywa jest często zniekształcona przez lata edukacji, oczekiwań społecznych i wewnętrznego krytyka, który nigdy nie czuje się usatysfakcjonowany. Książka „Mnich, który kochał koty” działa jak delikatne lekarstwo na duszę, kojąc niepokój i przypominając o tym, że szczęście nie jest celem podróży, lecz sposobem podróżowania. To opowieść o zdejmowaniu bielma z oczu, o powolnym odkrywaniu, że skarb, którego szukamy w odległych Indiach czy na szczytach kariery, od zawsze spoczywał głęboko w nas samych, czekając jedynie na moment ciszy, by móc się ujawnić.

„Jeżeli chcesz mieć dobrą przeszłość, zacznij od teraz. Jeżeli chcesz mieć dobrą przyszłość, zacznij od teraz. Jeżeli chcesz mieć dobrą teraźniejszość, teraz jest czas, by nad nią popracować.”

Warto zwrócić uwagę na konstrukcję tej powieści, która przypomina podróż inicjacyjną. Każdy rozdział to kolejna lekcja, kolejny krok ku wolności od własnych ograniczeń. Autor nie obiecuje nam magicznych rozwiązań ani natychmiastowego oświecenia, zamiast tego pokazuje proces, który wymaga cierpliwości i pokory. To właśnie ta szczerość sprawia, że historia staje się nam bliska. Nie czytamy o nadczłowieku, lecz o kimś, kto błądzi, boi się i wątpi, dokładnie tak jak my. Fakt, że odpowiedzi płyną z ust ludzi z pozoru zwyczajnych, czyni tę mądrość dostępną i namacalną. „Mnich, który kochał koty” udowadnia, że każdy z nas ma potencjał, by stać się panem własnego spokoju, jeśli tylko odważy się zakwestionować dotychczasowe wzorce myślenia i spojrzeć na świat oczami pełnymi ciekawości, a nie lęku.

„Koty to wyjątkowa zwierzęta, mali nauczyciele życia.”

„Mnich, który kochał koty” to niezwykle kojąca i inspirująca lektura, która stanowi idealną odtrutkę na pośpiech i powierzchowność dzisiejszych czasów. Jest to pozycja dla każdego, kto czuje się zagubiony w gąszczu życiowych wymagań lub po prostu szuka literackiego wytchnienia niosącego ze sobą głębsze przesłanie. Autorowi udało się stworzyć dzieło, które balansuje na granicy literatury pięknej i poradnika duchowego, nie popadając przy tym w moralizatorstwo czy tanią sentymentalność.  Książka zostawia nas z poczuciem spokoju i nadziei, że zmiana jest możliwa w każdym momencie życia, o ile tylko zechcemy usłyszeć cichy głos naszej intuicji, zagłuszany dotąd przez hałas świata. To opowieść, która nie kończy się wraz z ostatnią stroną, lecz kiełkuje w sercu jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę, zachęcając do uważniejszego patrzenia na własne życie i na te małe, mruczące cuda, które spotykamy na swojej drodze.

"Mnich, który kochał koty" - Corrado Debiasi - okładka

O książce:
Tytuł: Mnich, który kochał koty
Tytuł oryginalny: Il monaco che amava i gatti. Le sette rivelazioni
Autor: Corrado Debiasi
Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
Wydawnictwo: Insignis

Data wydania: 2022-11-06
Liczba stron: 256
Gatunek: Literatura obyczajowa

 

Sprawdź, gdzie kupić:

Ocena:
  • Książka zainteresowała mnie:
  • Akcja wciągnęła mnie:
  • Narracja uwiodła mnie:
  • Temat zaciekawił mnie:
  • Postacie zawładnęły mną:
4

Podsumowanie:

„Mnich, który kochał koty” to niezwykle kojąca i inspirująca lektura, która stanowi idealną odtrutkę na pośpiech i powierzchowność dzisiejszych czasów. Jest to pozycja dla każdego, kto czuje się zagubiony w gąszczu życiowych wymagań lub po prostu szuka literackiego wytchnienia niosącego ze sobą głębsze przesłanie. Autorowi udało się stworzyć dzieło, które balansuje na granicy literatury pięknej i poradnika duchowego, nie popadając przy tym w moralizatorstwo czy tanią sentymentalność.  Książka zostawia nas z poczuciem spokoju i nadziei, że zmiana jest możliwa w każdym momencie życia, o ile tylko zechcemy usłyszeć cichy głos naszej intuicji, zagłuszany dotąd przez hałas świata. To opowieść, która nie kończy się wraz z ostatnią stroną, lecz kiełkuje w sercu jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę, zachęcając do uważniejszego patrzenia na własne życie i na te małe, mruczące cuda, które spotykamy na swojej drodze.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *