
Szept przeszłości ukryty w ciele – recenzja książki „Czarny Trójkąt” Bianki Kunickiej
Są takie historie, które nie dają o sobie zapomnieć, osiadając na duszy niczym drobny, chłodny pył, i są takie tajemnice, które wypalone w pamięci pokoleń, krążą w krwiobiegu długo po tym, jak zamilkli ich ostatni świadkowie. Czasem to, co najgłębiej skrywane, odnajduje ujście w najmniej oczekiwanym momencie, przebijając się przez warstwy codzienności, lęku i wymuszonego milczenia, by upomnieć się o swoje miejsce w teraźniejszości. Właśnie w taką gęstą, szeptaną splotem niedomówień i bolesnych wspomnień przestrzeń zabiera nas Bianka Kunicka w swojej powieści „Czarny trójkąt”. To literacki całun, utkana z mgły i cienia opowieść o kobietach, które w ciszy znosiły ból, i o tych, które po latach próbują odnaleźć swój głos w zgiełku współczesności, udowadniając, że przeszłość nigdy nie umiera – ona jedynie drzemie pod skórą, czekając na chwilę, by na nowo opowiedzieć światu o swojej krzywdzie.
Współczesność w wydaniu Bianki Kunickiej jest podszyta melancholią niespełnienia. Poznajemy Martę, kobietę żyjącą w cieniu mężczyzny, w domu, który zamiast ciepła, emanuje chłodnym rygorem patriarchatu. Marta nie krzyczy, ona powoli znika. Jej codzienność to pasmo drobnych usług i rezygnacji z siebie, aż do momentu, gdy w jej życiu pojawia się tajemniczy impuls – nieznajoma kobieta, która niczym posłaniec z innego wymiaru, budzi w niej pragnienie poznania własnych korzeni. Podróż Marty w głąb historii swojej babki jest jak powolne zdejmowanie bandaży z rany, która nigdy się nie zagoiła. Każda odkryta tajemnica, każde niedopowiedzenie otula nas ogromnym, kojącym, a zarazem rozdzierającym smutkiem. Romans, w który wdaje się bohaterka, nie jest tu jedynie fizycznym uniesieniem, lecz tęsknotą za drugą duszą, za lustrem, w którym mogłaby się przejrzeć i w końcu zobaczyć kobietę, a nie tylko sługę. To melancholijna refleksja nad tym, jak bardzo pragniemy miłości, która daje wolność, zamiast nakładać kolejne więzy. To także opowieść jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla owej miłości.
Gdy narracja przenosi nas w czasy wojny, książka nabiera tonów tragicznych, lecz wciąż poetyckich. Historia Zuzanny i Rity to opowieść o miłości, która zakwitła w samym sercu mroku. Zuzanna, naznaczona żydowską gwiazdą i tytułowym czarnym trójkątem, doświadcza losu, którego nie da się opisać bez drżenia rąk. Jej ciało staje się polem walki, lecz to jej duch pozostaje niezłomny, karmiąc się wspomnieniem ukochanej. Z kolei losy Rity, Niemki, która ośmieliła się kochać „niewłaściwie”, ukazują inną twarz cierpienia. Jej ciało, traktowane jako maszyna do rodzenia nowej rasy, zostaje odarte z godności w imię nieludzkiej ideologii. Bianka Kunicka z wielką wrażliwością pokazuje, jak obie kobiety, mimo że stoją po dwóch stronach ideologicznej przepaści, zostają złączone tym samym bólem i tą samą, niemożliwą do spełnienia tęsknotą. To historia o tym, że miłość potrafi przetrwać nawet tam, gdzie śmierć jest jedyną pewną rzeczą, choć cena za to trwanie jest najwyższa z możliwych.
Elementem, który nadaje powieści onirycznego charakteru, jest mistycyzm żydowski. Wierzenia, kabała i tajemne znaki przeplatają się tutaj z brutalną rzeczywistością, tworząc duchową osłonę, która pozwala bohaterkom (a wraz z nimi i nam) przetrwać najgorsze chwile. Autorka prowadzi nas przez fabułę z niezwykłym wyczuciem – każda tajemnica odkrywana jest szeptem, a każda zmiana akcji przypomina nagły podmuch zimnego powietrza, który rozdziera tę mistyczną zasłonę, by ukazać nam to, jak trauma, niczym niewidzialna nić, przechodzi z matki na córkę i z babki na wnuczkę, splatając ich losy w jeden bolesny węzeł. W tej atmosferze niedomówień kobiece ciało – w swej naturze doskonałe i będące świątynią życia – staje się w „Czarnym trójkącie” obiektem bezczeszczonym i uprzedmiotowionym, a jednak to właśnie w nim, paradoksalnie, zostaje zapisana najgłębsza prawda o przetrwaniu i sile. Dzięki temu książka ta staje się lustrem, w którym odbija się współczesny świat, wciąż borykający się z próbami zawłaszczania kobiecej tożsamości, choć dziś bywają one ubrane w subtelniejsze słowa i szaty. To lektura gęsta od emocji, trudna i dotykająca najczulszych strun, a jednocześnie niosąca pewien rodzaj melancholijnego ukojenia, płynącego z faktu, że skrywana przez lata prawda w końcu mogła wybrzmieć w pełnym świetle.
„Czarny trójkąt” Bianki Kunickiej to poruszające studium kobiecej duszy, która potrafi odnaleźć światło nawet w najgłębszych ciemnościach historii. To powieść o sile pamięci, o bolesnym piętnie traumy i o miłości, która jest jedynym ratunkiem przed całkowitym zatraceniem. Choć lektura bywa brutalna i emocjonalnie wyczerpująca, pozostawia w nas głęboką refleksję nad wartością wolności i własnej tożsamości. Bianka Kunicka stworzyła literacki monument ku czci zapomnianych kobiet, ubierając ich cierpienie w słowa pełne magii, smutku i nieuchwytnego piękna. To książka, która po przeczytaniu zostaje z nami na zawsze, niczym cichy szept przodków, którego nie sposób już przestać słyszeć.

O książce:
Tytuł: Czarny Trójkąt
Autor: Bianka Kunicka
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-04-08
Liczba stron: 336
Gatunek: Literatura obyczajowa
Za książkę dziękuje wydawnictwu:
Ocena:
- Książka zainteresowała mnie:
- Akcja wciągnęła mnie:
- Narracja uwiodła mnie:
- Temat zaciekawił mnie:
- Postacie zawładnęły mną:
Podsumowanie:
„Czarny trójkąt” to poruszające studium kobiecej duszy, która potrafi odnaleźć światło nawet w najgłębszych ciemnościach historii. To powieść o sile pamięci, o bolesnym piętnie traumy i o miłości, która jest jedynym ratunkiem przed całkowitym zatraceniem. Choć lektura bywa brutalna i emocjonalnie wyczerpująca, pozostawia w nas głęboką refleksję nad wartością wolności i własnej tożsamości. Bianka Kunicka stworzyła literacki monument ku czci zapomnianych kobiet, ubierając ich cierpienie w słowa pełne magii, smutku i nieuchwytnego piękna. To książka, która po przeczytaniu zostaje z nami na zawsze, niczym cichy szept przodków, którego nie sposób już przestać słyszeć.




