
Gdzie anioły nie zaglądają, a diabły boją się wejść – recenzja książki „Ja, potępiona” Katarzyny Bereniki Miszczuk
W mrocznych głębinach zaświatów, gdzie największą „atrakcją” jest liczenie oczek w nadgniłych ziemniakach, a perspektywę wieczności wypełnia wyłącznie wszechobecna, dobijająca szarość, Katarzyna Berenika Miszczuk osadza akcję trzeciego tomu swojego cyklu diabelsko – anielskiego. „Ja, potępiona” to powrót do uniwersum, w którym granica między światłością a mrokiem okazuje się cieńsza niż włos anielski, a cięte, sarkastyczne poczucie humoru staje się jedyną bronią zdolną przetrwać w starciu z postaciami, które na stałe zapisały się na najczarniejszych kartach ludzkiej historii. Autorka, wierna swojemu stylowi, po raz kolejny udowadnia, że zaświaty w jej wydaniu to nie nudna teologiczna zagadka, lecz arena pełna absurdów, miłosnych zawirowań i przygód, od których trudno się oderwać nawet w samym sercu dusznego i pozbawionego nadziei Tartaru.
Po wydarzeniach z poprzednich części wydawało się, że Wiktoria Biankowska może wreszcie liczyć na chwilę oddechu, jednak w tym cyklu nie ma mowy o spokojnym czytaniu. Tym razem pech bohaterki przybiera postać ciężarówki z mrożonkami i niefortunnego splotu zdarzeń, w którym kluczową, choć tragiczną rolę odgrywa Beleth. Zamiast romantycznej sielanki, otrzymujemy opowieść o błędzie, który rzuca młodą kobietę w miejsce, gdzie nie sięgają wpływy ani Nieba, ani Piekła. Tartar w wizji Katarzyny Bereniki Miszczuk to majstersztyk groteski, przypominający duszne i pozbawione tożsamości społeczeństwo, w którym każdy wygląda tak samo i pracuje na swoje mizerne utrzymanie. To tutaj Wiktoria musi zmierzyć się z pytaniem: czy można pozostać sobą w miejscu, które systemowo odbiera każdą iskrę indywidualności?
Atmosfera tej części jest znacznie mroczniejsza, co sprawia, że historia przestaje być tylko lekką fantastyką, a zaczyna przypominać niepokojącą opowieść o samotności i karze. Spotkania z „mieszkańcami” Podziemi budzą dreszcz niepokoju nie przez to, co robią na kartach powieści, ale przez świadomość tego, kim byli za życia. Obecność Hitlera, Kuby Rozpruwacza czy Elżbiety Batory nadaje narracji unikalnego, choć momentami makabrycznego charakteru. Autorka z dużą odwagą wrzuca bohaterkę między historyczne potwory, zmuszając ją do zawierania niewygodnych sojuszy i walki o przetrwanie w labiryncie, z którego teoretycznie nie ma powrotu. To właśnie w tych trudnych warunkach najlepiej widać hart ducha Wiktorii, która z każdym rozdziałem udowadnia, że jest jedną z najbardziej bojowych i wygadanych postaci w polskiej literaturze gatunkowej.Równolegle do zmagań Wiktorii w szarym świecie potępienia, obserwujemy determinację Beletha, który z pomocą Azazela porusza wszystkie możliwe instancje, by naprawić błąd, do którego dopuścił. Relacja między bohaterami ewoluuje, przestając być tylko romantyczną przepychanką, a stając się walką o najwyższą stawkę. Czy miłość naprawdę jest silniejsza od potępienia? To pytanie wybrzmiewa szczególnie mocno, gdy uświadomimy sobie, że istoty nadprzyrodzone mają surowy zakaz wstępu do Tartaru.
Katarzyna Berenika Miszczuk balansuje tu między humorem a autentycznym współczuciem dla bohaterki, nie pozwalając nam na nudę nawet wtedy, gdy akcja zwalnia na rzecz budowania ciężkiego, klaustrofobicznego nastroju przechowalni dla zapomnianych dusz. Konstrukcja świata przedstawionego w trzeciej części serii jest spójna i wciągająca, a wprowadzenie postaci Charona, starszego brata Śmierci, dodaje całości mitycznego sznytu w nowoczesnym wydaniu. To właśnie te detale – ziemniaczana monodieta, brak barw czy biurokracja zaświatów – sprawiają, że lektura jest tak autentyczna w swojej fantastyczności. Autorka nie boi się mieszać mitologii z popkulturą, tworząc koktajl, który pije się jednym tchem.
„Ja, potępiona” to godna kontynuacja serii, która nie tylko utrzymuje poziom swoich poprzedniczek, ale w niektórych aspektach nawet go przewyższa dzięki klaustrofobicznej, a zarazem komicznej atmosferze Tartaru. Katarzyna Berenika Miszczuk stworzyła opowieść, która bawi, intryguje i pozostawia nas z nienasyconym apetytem na więcej informacji o losach tej niezwykłej pary. To książka idealna dla tych, którzy szukają w literaturze ucieczki od codzienności w świat pełen nadprzyrodzonych istot, gdzie miłość zawsze znajduje sposób, by przechytrzyć nawet najstarsze demony. Finałowy akcent tej historii to obietnica, że choć Tartar może być szary i beznadziejny, to literatura o nim w wykonaniu Katarzyny Bereniki Miszczuk mieni się wszystkimi odcieniami emocji, udowadniając, że nawet potępienie może mieć swój urok, o ile ma się u boku odpowiednią dawkę sarkazmu.

O książce:
Tytuł: Ja, potępiona
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: Mięta
Data wydania: 2026-02-11 (pierwsze wydanie 2012)
Cykl: Cykl diabelsko – anielski (tom 3)
Liczba stron: 480
Gatunek: Fantastyka
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:
Sprawdź, gdzie kupić:
Ocena:
- Książka zainteresowała mnie:
- Akcja wciągnęła mnie:
- Narracja uwiodła mnie:
- Temat zaciekawił mnie:
- Postacie zawładnęły mną:
Podsumowanie:
„Ja, potępiona” to godna kontynuacja serii, która nie tylko utrzymuje poziom swoich poprzedniczek, ale w niektórych aspektach nawet go przewyższa dzięki klaustrofobicznej, a zarazem komicznej atmosferze Tartaru. Katarzyna Berenika Miszczuk stworzyła opowieść, która bawi, intryguje i pozostawia nas z nienasyconym apetytem na więcej informacji o losach tej niezwykłej pary. To książka idealna dla tych, którzy szukają w literaturze ucieczki od codzienności w świat pełen nadprzyrodzonych istot, gdzie miłość zawsze znajduje sposób, by przechytrzyć nawet najstarsze demony. Finałowy akcent tej historii to obietnica, że choć Tartar może być szary i beznadziejny, to literatura o nim w wykonaniu Katarzyny Bereniki Miszczuk mieni się wszystkimi odcieniami emocji, udowadniając, że nawet potępienie może mieć swój urok, o ile ma się u boku odpowiednią dawkę sarkazmu.




