
Pociąg do samej siebie – recenzja kisążki „Właściwa stacja” Joanny Tekieli
Czy można zacząć życie od nowa, gdy większość rozdziałów wydaje się już dawno napisana, a tusz w piórze przeznaczenia zdaje się wysychać? Joanna Tekieli w swojej powieści „Właściwa stacja” udowadnia z niezwykłą mocą, że ludzki los nie ma daty ważności, a najciekawsze podróże zaczynają się właśnie wtedy, gdy dotychczasowy kompas odmawia posłuszeństwa i przestaje wskazywać bezpieczne, znane nam kierunki. To nie jest tylko kolejna, lekka historia o dojrzałej kobiecie, to literacka manifestacja odwagi, która nie krzyczy na nas z okładek poradników, ale cierpliwie i z godnością buduje fundamenty pod zupełnie nowe „jutro”. Autorka z ogromną czułością przygląda się momentowi, w którym kończy się narzucona przez społeczeństwo rola „żony przy mężu” oraz „matki oddanej dzieciom”, a zaczyna się najbardziej fascynująca i wymagająca rola ze wszystkich: bycie w pełni sobą.
Główna bohaterka, Wanda, to postać nakreślona tak po ludzku, że niemal każda czytelniczka odnajdzie w niej cząstkę własnych obaw i niespełnionych marzeń. Jej życie po rozstaniu z mężem przypomina długą i żmudną rekonwalescencję – jest procesem powolnym, momentami dotkliwie bolesnym, ale przynoszącym niesamowitą satysfakcję z każdego, nawet najmniejszego, samodzielnego kroku. Wanda powoli oswaja ciszę w domu, uczy się smaku kawy wypijanej w pojedynkę i odkrywa, że samotny spacer nie musi być powodem do wstydu. Jednak gdy do tej osobistej rewolucji dołącza zawodowe trzęsienie ziemi, bohaterka staje przed murem, który dla osób w jej wieku często wydaje się nie do przebicia. Utrata pracy po wielu latach stabilizacji to nie tylko brak pensji. To brutalny kryzys tożsamości i lęk przed światem, który zdaje się premiować wyłącznie młodość i dynamizm. Joanna Tekieli niezwykle trafnie oddaje ten paraliżujący strach przed współczesnym rynkiem pracy, gdzie doświadczenie bywa traktowane jak zbędny balast, a PESEL staje się wyrokiem. Zamiast jednak popadać w destrukcyjne czarnowidztwo, autorka wysyła Wandę na… kurs komputerowy. To właśnie tam, między nauką obsługi arkuszy a poruszaniem się w sieci, zaczyna się prawdziwa magia.
Ciekawym wątkiem w powieści jest wprowadzenie mediów społecznościowych jako narzędzia zmiany wewnętrznej. Często w literaturze obyczajowej Instagram pokazywany jest w krzywym zwierciadle jako źródło próżności i powierzchowności. U Joanny Tekieli jest zupełnie inaczej. Dla Wandy założenie profilu to nie tylko nudne zadanie domowe z kursu, ale proces otwierania się na nowe bodźce. Obserwujemy, jak bohaterka uczy się kadrować rzeczywistość – dosłownie i w przenośni. Wanda postanawia wrócić do swojej pasji z lat młodości: tworzenia witraży. To właśnie zdjęcia tych szklanych dzieł sztuki, przez które przenika światło, stają się jej wizytówką na Instagramie. Dzięki nim poznaje Nicola. Ta niezwykła przyjaźń, która rodzi się w cyfrowym świecie, staje się dowodem na to, że technologia, choć oskarżana o izolowanie ludzi, potrafi też budować mosty ponad granicami i barierami wiekowymi. Dzięki tej relacji, Wanda zaczyna dostrzegać piękno w detalach, które wcześniej umykały jej w szarej rutynie domowych obowiązków. To dowód na to, że w sieci można znaleźć nie tylko hejt, ale i zrozumienie oraz inspirację do lotu.
Joanna Tekieli pisze w sposób, który z czystym sumieniem można nazwać „literackim ukojeniem”. Jej język jest pełen ciepła, które otula nas niczym ulubiony, wełniany koc. Autorka umiejętnie przelewa na papier całą paletę emocji – jej proza czasem zasmuca głębią refleksji, by za chwilę wywołać szczery uśmiech. Akcja „Właściwej stacji” płynie powolnie, we własnym, dostojnym tempie, a mimo to ani przez chwilę nie nuży. Wręcz przeciwnie – sprawia, że od lektury ciężko się oderwać, bo chcemy towarzyszyć Wandzie w każdym jej małym zwycięstwie.
Autorka umiejętnie radzi sobie z opisami samotności – tej, która na początku przeraża swoją pustką, a z czasem staje się luksusem i przestrzenią do samopoznania. Kibicujemy bohaterce w jej samotnych wyjazdach, czując niemal fizyczną ulgę, gdy Wanda wreszcie przestaje przepraszać świat za to, że żyje na własnych warunkach. Widzimy kobietę, która nie poddaje się upływowi czasu i zaczyna rozkwitać. Również relacje z dorosłymi córkami zostały nakreślone z dużą dozą realizmu. To nie są wyidealizowane obrazki z kolorowych pism, a prawdziwe, czasem szorstkie życie rodzinne, w którym miłość miesza się z niezrozumieniem i próbą wyznaczenia nowych granic.
„Właściwa stacja” to poruszająca opowieść o marzeniach i odwadze potrzebnej do ich realizacji, nawet gdy otoczenie nie zawsze nas wspiera. To historia o tym, że nie warto się poddawać, że o własne szczęście należy walczyć do samego końca. Joanna Tekieli stworzyła piękny portret przyjaźni – takiej prawdziwej, dzięki której można odzyskać utracone skrzydła i poczuć się wreszcie zrozumianym. To także opowieść o miłości: dojrzałej, niespiesznej, czekającej cierpliwie na odpowiedni moment. Powieść ta jest swoistym plastrem na duszę dla każdego, kto boi się zmian. Pokazuje, że dojrzałość to nie czas zamykania rozdziałów, lecz moment, w którym można wreszcie zacząć pisać własną książkę, odrzucając dyktando otoczenia. To inspirująca lektura o tym, że praca, wiek czy status cywilny nas nie definiują – definiuje nas siła, by po każdym upadku otrzepać kolana i z ciekawością dziecka kliknąć przycisk „odśwież”. Wanda udowadnia, że niezależnie od tego, ile lat mamy w dowodzie, nasza „właściwa stacja” znajduje się dokładnie tam, gdzie w końcu odważymy się wysiąść i pójść własną drogą. To bycie tu i teraz dla siebie, a nie dla innych, jest największym zwycięstwem bohaterki i najpiękniejszą lekcją, jaką zostawia nam ta książka.

O książce:
Tytuł: Właściwa stacja
Autor: Joanna Tekieli
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2026-04-08
Liczba stron: 328
Gatunek: Literatura obyczajowa
Oficjalna recenzja portalu:
Ocena:
- Książka zainteresowała mnie:
- Akcja wciągnęła mnie:
- Narracja uwiodła mnie:
- Temat zaciekawił mnie:
- Postacie zawładnęły mną:
Podsumowanie:
„Właściwa stacja” to poruszająca opowieść o marzeniach i odwadze potrzebnej do ich realizacji, nawet gdy otoczenie nie zawsze nas wspiera. To historia o tym, że nie warto się poddawać, że o własne szczęście należy walczyć do samego końca. Powieść ta jest swoistym plastrem na duszę dla każdego, kto boi się zmian. Pokazuje, że dojrzałość to nie czas zamykania rozdziałów, lecz moment, w którym można wreszcie zacząć pisać własną książkę, odrzucając dyktando otoczenia. To inspirująca lektura o tym, że praca, wiek czy status cywilny nas nie definiują – definiuje nas siła, by po każdym upadku otrzepać kolana i z ciekawością dziecka kliknąć przycisk „odśwież”.




