
Kryminalna zagadka w chmurze siarki – recenzja książki „Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha” Adama Mirka
Wyobraź sobie, że wchodzisz do lunaparku. Ale nie takiego zwyczajnego, gdzie jedyną atrakcją jest mdła wata cukrowa i kolejka, która skrzypi tak głośno, jakby miała się rozpaść przy pierwszym zakręcie. Witaj w „Wirujących Zabawach” – miejscu, gdzie zapach popcornu miesza się z wonią siarki, a zamiast biletowego wita Cię Florek, naukowiec o aparycji kogoś, kto przed chwilą przeżył bliskie spotkanie z piorunem kulistym i bardzo mu się to podobało. Nagle, w samym środku spektakularnego show, gaśnie światło, a bezcenny kryształ znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Tak zaczyna się jazda bez trzymanki w książce „Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha” autorstwa Adama Mirka. Jeśli myśleliście, że popularnonauka to nudne wykresy i panowie w sztywnych garniturach mówiący o izotopach, to Adam Mirek właśnie wrzucił do tego sterylnego laboratorium petardę. I to taką, która dymi na zielono.

Adam Mirek, znany szerzej jako popularyzator nauki potrafiący wyjaśnić skomplikowane procesy w czasie krótszym niż parzenie herbaty, tym razem postawił na formę, która angażuje nas na wielu poziomach. „Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha” to nie jest klasyczny podręcznik ukryty pod kolorową okładką. To pełnokrwista powieść przygodowa z silnym wątkiem detektywistycznym, w której głównym narzędziem rozwiązania zagadki jest chemia, fizyka i biologia. Główna oś fabularna, czyli poszukiwanie skradzionego kryształu, służy jako genialny pretekst do przemycania potężnej dawki wiedzy. Nie jesteśmy tu tylko biernymi obserwatorami, ponieważ autor zmusza nas do wejścia w buty śledczego. Musimy analizować poszlaki, ale zamiast odcisków palców badamy temperaturę wrzenia, odczyny substancji i nietypowe reakcje chemiczne. Podejrzani są barwni i soczyści: od tajemniczej Madame Tekli, przez klauna o wątpliwej reputacji, aż po enigmatycznego Sinego Palucha. Każdy z nich ma coś za uszami, a rozwiązanie zagadki wymaga od nas czegoś więcej niż tylko intuicji – wymaga zrozumienia, jak działa świat.

Kluczem do sukcesu Adama Mirka jest jego unikalny styl, który całkowicie odrzuca infantylizację czytelnika. Często w literaturze dziecięcej autorzy boją się trudnych słów, natomiast Adam Mirek traktuje odbiorcę jak partnera w eksperymencie. Tytuł nie kłamie – w książce znajdziemy mnóstwo nawiązań do zapachów, wybuchów i tego, co w nauce najbardziej „brudne” i fascynujące. To strzał w dziesiątkę, ponieważ dzieciaki kochają to, co dorośli czasem kwitują krótkim „fuj”. Tutaj to „fuj” staje się bramą do fascynującej wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości. Konstrukcja książki w naturalny sposób zachęca do samodzielnego myślenia. Opisywane zjawiska, jak parzący śnieg czy zielony ogień, nie są tylko literacką fantazją, lecz realną nauką, którą autor rozkłada na czynniki pierwsze. Przy prawie trzystu stronach książka ani na moment nie zwalnia tempa. Rozdziały są krótkie i dynamiczne, a oprawa graficzna dopełnia całości, sprawiając, że lektura przypomina oglądanie wysokobudżetowej kreskówki edukacyjnej, w której każdy kadr ma znaczenie dla fabuły.

Wielu uczniów boi się przedmiotów ścisłych, bo kojarzą im się z niezrozumiałymi wzorami na tablicy. Adam Mirek skutecznie odczarowuje ten strach, pokazując, że nauka to w rzeczywistości supermoc pozwalająca przejrzeć kłamstwa klauna lub zrozumieć, dlaczego Madame Tekla „widzi” przyszłość w swojej kuli. Książka uczy sceptycyzmu i krytycznego myślenia, pokazując, że światem rządzą konkretne prawa, a ich znajomość czyni nas odpornymi na manipulację. Jest to lekcja znacznie cenniejsza niż samo zapamiętanie układu okresowego na klasówkę. Autor wplata w fabułę wyjaśnienia zjawisk takich jak sublimacja i resublimacja, które stoją za tajemnicą parzącego śniegu, czy specyficzne reakcje spalania odpowiedzialne za barwienie płomienia. Wszystko to podane jest w sosie lekkostrawnym, pełnym pasji i autentycznej radości z odkrywania. Adam Mirek pisze tak, jakby stał tuż obok nas i z wypiekami na twarzy tłumaczył działanie ludzkich zmysłów, ze szczególnym uwzględnieniem węchu, który odgrywa w tej historii kluczową rolę.

Choć wydawca celuje w grupę wiekową dziecięcą i wczesnoszkolną, dorosły czytelnik również znajdzie tu masę frajdy. To idealna pozycja do wspólnego czytania, choć rodzice powinni przygotować się na to, że po lekturze ich kuchnia może zmienić się w małe laboratorium. Jeśli Twoje dziecko nieustannie pyta „dlaczego?”, a Ty czasem nie znasz odpowiedzi, ta książka będzie wybawieniem. Jeśli natomiast Twoje dziecko uważa, że szkoła jest nudna, Adam Mirek udowodni mu, jak bardzo się myli, serwując wiedzę w formie pasjonującego kryminału. To trzysta stron czystej ciekawości zamkniętej w papierowej formie, która nie pozwala o sobie zapomnieć.

„Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha” to majstersztyk w kategorii literatury popularnonaukowej dla młodych czytelników. Autor udowadnia, że jest jednym z najlepszych współczesnych tłumaczy świata nauki na język przygody. Książka zachwyca konstrukcją, humorem i merytoryczną głębią, która nie przytłacza, a inspiruje do własnych poszukiwań. To lektura obowiązkowa dla każdego małego odkrywcy, który nie boi się pobrudzić rąk w imię prawdy. Po przeczytaniu tej pozycji jedno jest pewne: świat już nigdy nie będzie wydawał się nudny, a każdy dziwny zapach stanie się początkiem nowej, fascynującej zagadki. Gorąco polecam tę pozycję, gdyż jest to prawdziwa intelektualna petarda, która zamiast niszczyć, buduje w głowie solidne fundamenty wiedzy i pasji do nauki.

O książce:
Tytuł: Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha
Autor: Adam Mirek
Ilustrator: Artur Ernest
Wydawnictwo: Znak emotikon
Liczba stron: 288
Data premiery: 2025-08-27
Gatunek: Edukacyjne, Wiek 9 – 12, Poznawanie świata
Ocena:
- Książeczka zainteresowała nas:
- Ilustracje zaciekawiły nas:
- Wydanie urzekło nas:
- Treść uwiodła nas:
Podsumowanie:
„Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha” to majstersztyk w kategorii literatury popularnonaukowej dla młodych czytelników. Autor udowadnia, że jest jednym z najlepszych współczesnych tłumaczy świata nauki na język przygody. Książka zachwyca konstrukcją, humorem i merytoryczną głębią, która nie przytłacza, a inspiruje do własnych poszukiwań. To lektura obowiązkowa dla każdego małego odkrywcy, który nie boi się pobrudzić rąk w imię prawdy. Po przeczytaniu tej pozycji jedno jest pewne: świat już nigdy nie będzie wydawał się nudny, a każdy dziwny zapach stanie się początkiem nowej, fascynującej zagadki. Gorąco polecam tę pozycję, gdyż jest to prawdziwa intelektualna petarda, która zamiast niszczyć, buduje w głowie solidne fundamenty wiedzy i pasji do nauki.



